CZŁOWIEK WIELU PASJI Odliczaliśmy dni pozostałe do kolejnego z Nim spotkania. Spodziewaliśmy się zobaczyć tę dobrą, uśmiechniętą twarz w październiku, podczas XIX Międzynarodowego Festiwalu Śląska Jesień Gitarowa w Tychach. Nie przewidywaliśmy natomiast wiadomości, która przyszła kilka miesięcy przed inauguracją festiwalu – 29 czerwca 2024 roku odszedł Romuald Jurkowski. Pływanie i judo Choć Romek urodził się […]
2022_10_30 ŚJG Gala wręczenia nagród i Euskal Barrokensemble fot. G. Krzysztofik (53)

CZŁOWIEK WIELU PASJI

Odliczaliśmy dni pozostałe do kolejnego z Nim spotkania. Spodziewaliśmy się zobaczyć tę dobrą, uśmiechniętą twarz w październiku, podczas XIX Międzynarodowego Festiwalu Śląska Jesień Gitarowa w Tychach. Nie przewidywaliśmy natomiast wiadomości, która przyszła kilka miesięcy przed inauguracją festiwalu – 29 czerwca 2024 roku odszedł Romuald Jurkowski.

Pływanie i judo

Choć Romek urodził się (3 grudnia 1955 roku) w leżącej niegdyś na ziemiach polskich, a obecnie w granicach Białorusi, miejscowości Baranowicze, to niemal całe dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Tychach, gdzie trafili Jego rodzice. Po nauce w tutejszych szkołach podstawowych nr 12 i 17 postanowił kontynuować edukację w Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Katowicach. Choć ojciec, Jan Edmund Jurkowski był artystą – muzykiem, kompozytorem i wykładowcą katowickiej Akademii Muzycznej, Romek wybrał klasę matematyczno-fizyczną, bo lepiej czuł się w naukach ścisłych.

– Każdy dzień zaczynał od porannego treningu na basenie Pałacu Młodzieży – wspomina Anna, siostra Romka. – To była Jego pierwsza pasja – pływanie oraz działalność w Wodnym Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Wiązały się z tym częste treningi na pływalniach i na Jeziorze Goczałkowickim, a także udział w wielu zawodach. Tę pasję – kiedy był już we Francji – przekazał dzieciom i wnuczkom – dodaje Anna.

Kolejną było… judo, które zaczął uprawiać w czasie studiów na wydziale mechaniczno-energetycznym Politechniki Warszawskiej. Wtedy też przyszło zainteresowanie literaturą, filozofią i językami obcymi (doskonalił angielski i francuski, bez problemów mówił też po rosyjsku). Wreszcie odezwały się ojcowskie geny, które poprowadziły Romka do głębszego zainteresowania muzyką klasyczną. Lubił i cenił zwłaszcza dokonania Chopina, Rachmaninowa, Schuberta i Liszta.

Praca, pianino, narty i golf

W 1981 roku poznał w Warszawie Marie Madeleine, którą potem nazywał i przedstawiał jako Magdę. Kolejny rok przyniósł ślub i decyzję o osiedleniu się we Francji. Najpierw zamieszkali w Bretanii, regionie pochodzenia Magdy, a następnie w Nancy, gdzie Romek podjął trzyletnie studia w École Nationale Supérieure des Industries Chimiques, zakończone doktoratem. Potem na dwadzieścia lat osiedlili się w Culoz, w departamencie Ain, w regionie Auvergne-Rhône-Alpes. Romek został zatrudniony jako inżynier do spraw badań w Compagnie Industrielle d’Applications Thermiques, francuskiej firmie produkującej maszyny chłodnicze i pompy ciepła.

– W dojrzałych latach wrócił do gry na pianinie, której uczyliśmy się oboje od wczesnego dzieciństwa – wspomina siostra Anna. – Chcąc zaszczepić w swoich dzieciach miłość do muzyki, Romek z żoną zakupili pianino, dzięki czemu i on mógł czynnie rozwijać swoje zamiłowanie do muzyki fortepianowej. Zawsze podziwiał wirtuozów tego instrumentu i w wolnym czasie z uporem ćwiczył wybrane przez siebie najtrudniejsze fragmenty ulubionych utworów, takich jak Polonez heroiczny Chopina czy Lot trzmiela Rimskiego-Korsakowa. Lubił też muzykę irlandzką, zwłaszcza w wykonaniu zespołu The Chieftains – dodaje. Ania nie zapomina o kolejnych sportowych pasjach brata. – Mieszkając od dwudziestego siódmego roku życia we Francji, rozwinął swoją sportową pasję o nowe dyscypliny. Zimą uwielbiał jeździć na nartach biegowych w górzystym regionie, gdzie mieszkał, albo w Briançon w Alpach, po czym odpoczywał przy dobrym raclete z białym winem, albo rozgrzewał się kieliszkiem wódki z pigwy. Na emeryturze odkrył grę w golfa. Brał intensywne lekcje w najstarszym francuskim klubie w Aix Les Bains i oczywiście namawiał nas wszystkich do uprawiania tego sportu – opowiada z uśmiechem.

Na początku XXI wieku Romek zdecydował się wyjechać do Paryża, aby pracować we francuskim przemyśle nuklearnym.

– Pozostał tam do końca swojej kariery zawodowej. Dziesięć lat temu w firmie powierzono mu wieloaspektową misję zapewnienia szkoleń dla polskich studentów w dziedzinie energetyki jądrowej. W związku z tym nawiązał współpracę z Politechniką Warszawską oraz uniwersytetami we Wrocławiu i Krakowie i często odwiedzał kraj swoich rodziców – wspomina Marie Madeleine, czyli Jego Magda.

Romek i Jesień

Już we Francji, w połowie lat 80., Romek z oddali obserwował starania ojca o organizację w Tychach wielkiego festiwalu gitarowego. Kibicował Janowi Edmundowi Jurkowskiemu, cieszył się rozwojem Śląskiej Jesieni Gitarowej, a po śmierci twórcy festiwalu nie przestał się interesować Tychami i najbardziej prestiżową imprezą tego miasta.

– Przez cały czas, obok niezwykle aktywnej pracy zawodowej, utrzymywał bardzo silne związki z Międzynarodowym Festiwalem Śląska Jesień Gitarowa. Podziwiał głęboko osobowość i osiągnięcia ojca, miał poczucie obowiązku przekazania jego idei muzykom, organizatorom i przyjaciołom festiwalu. Co dwa lata, podczas udziału w kolejnych edycjach Śląskiej Jesieni Gitarowej, z radością odnotowywał, że to wielkie wydarzenie muzyczne, wyobrażone przez Jego ojca, jest kontynuowane. W ostatnich latach często przebywał w Polsce i nigdy nie przepuścił okazji do promocji festiwalu – zapewnia Marie Madeleine.

Talent przebywania z ludźmi

– Z licznych spotkań z Romkiem szczególnie utkwił mi w pamięci jeden z wieczorów spędzonych podczas tyskiego festiwalu w gronie gości, przyjaciół, wspaniałych muzyków, kiedy Romek, wsłuchując się w przepiękne improwizacje Rolanda Dyensa, usiadł na podłodze przy krześle, na którym siedział mistrz, zamknął oczy, twarz miał uśmiechniętą, pełną zachwytu muzyką… – z rozrzewnieniem wspomina Beata Będkowska-Huang, jedna z początkowych laureatek konkursu gitarowego Śląskiej Jesieni, a później jurorka i gwiazda festiwalu. – Podczas takich wieczorów Romek chętnie opowiadał o Tacie, prowadził ciekawe rozmowy z gośćmi festiwalu, zawsze ujmował nas swoim poczuciem humoru, uśmiechem, tworzył szczególnie ciepłą atmosferę tego wydarzenia. Gdziekolwiek się pojawiał, roztaczał ciepło i pogodny nastrój, jego uśmiech i pełne inspiracji spojrzenie, sprawiały, że wydawało się, iż cały świat jest znowu taki, jaki powinien być… Miał niezwykły talent przebywania z ludźmi – mówi gitarzystka. – Romek kochał życie, kochał ludzi, muzykę, podróże, a przede wszystkim wymianę myśli w rozmowach z innymi. Zainteresowanie tym, co go otacza, jego hojność dzielenia się tym, co kochał, i jakaś niesamowita potrzeba rozwiązywania problemów ludzi spotykanych na własnej drodze… tak bardzo przypominał w tym swojego ojca, Jana Edmunda… – dodaje Beata Będkowska-Huang.

Pozostaje wdzięczność

W bardzo osobisty sposób zwraca się do przyjaciela festiwalu prof. Alina Gruszka, współpracowniczka Jana Edmunda Jurkowskiego, a po Jego śmierci w 1989 roku długoletnia dyrektor artystyczna Śląskiej Jesieni Gitarowej w Tychach:

 

Drogi Romku,

odchodząc, zdecydowanie za wcześnie, pozostawiłeś ogromną pustkę. Nie jest możliwe pogodzić się z tak bolesną stratą.

Nie zobaczymy się już nigdy na tym świecie… Nie spotkamy się podczas naszego kolejnego tyskiego festiwalu w 2024 roku.

Zawsze obserwowałeś wszystkie festiwalowe wydarzenia, śledziłeś z tak wielkim zainteresowaniem występy młodych adeptów sztuki gitarowej podczas konkursów, które w roku 1992 opatrzyłam imieniem Twojego ojca – Jana Edmunda Jurkowskiego, twórcy tego pięknego muzycznego projektu.

Wielki Przyjacielu, na zawsze pozostaje we mnie wdzięczność za wszystko. Pozostajesz w naszych myślach i tęsknocie. W myśl Wisławy Szymborskiej „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd Pamięcią im się płaci”.